Są takie dni, kiedy wszystko trzeba po prostu… odłożyć na bok.
Bez radia.
Bez polowania na nowe kraje.
Bez szukania skrzynek.
Za to z czymś znacznie ważniejszym — spokojem.
Pierwsza niedziela wiosny przywitała nas dokładnie tak, jak powinna. Słońce, lekki wiatr i ta cisza, której nie da się złapać w słuchawkach.
Spacer wzdłuż Warty, bez planu, bez celu — po prostu iść przed siebie.
Towarzystwo jak zawsze niezawodne 🐶 Pełne skupienie… ale tylko przez chwilę, bo zaraz znowu ważniejsze rzeczy: zapachy, patyki i kontrola terenu.
Czasem człowiek goni za kolejnym „zrobionym” krajem, kolejnym wpisem w logu… a wystarczy zatrzymać się na chwilę, żeby przypomnieć sobie, po co to wszystko.
I wiecie co?
To była jedna z tych niedziel, których nie zapisuje się w logbooku… ale zostają na długo.



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz