środa, 4 lutego 2026

📡 Administracyjna przygoda z drugim znakiem…

3 stycznia złożyłem komplet dokumentów w sprawie przyznania dodatkowego znaku wywoławczego. Wydawało się, że to będzie czysta formalność — w końcu mam ważne pozwolenie radiowe, zdany egzamin, wieloletnią historię w eterze. Spodziewałem się raczej kilku tygodni spokojnego oczekiwania na decyzję niż administracyjnego maratonu.

Minęło kilka tygodni.

Najpierw przyszło pismo z prośbą o uzupełnienie danych. Potem kolejne. Następnie informacja o konieczności wniesienia opłaty. Później wezwanie do przedstawienia dokumentu potwierdzającego zdanie egzaminu operatorskiego — mimo że pozwolenia radiowe były już wcześniej wydawane na podstawie tych samych kwalifikacji.

Okazało się, że oryginalny dokument sprzed kilkunastu lat zaginął. Wtedy ruszyła druga ścieżka: wniosek o wydanie zaświadczenia w trybie art. 217 KPA. Telefon do urzędu. Informacja, że dokumentacja jest w archiwum. Czekanie. Prośba do archiwum o sprowadzenie protokołu egzaminacyjnego. Opłata skarbowa. Profil zaufany. Kolejne dni ciszy.

Równolegle sprawa znaku toczy się dalej — ale bez tego jednego dokumentu wszystko jakby stoi w miejscu. Z jednej strony wiem, że egzamin zdałem. Mam dwa wydane pozwolenia radiowe. Nadaję od lat. Z drugiej — procedura wymaga papieru, a papier musi zostać odnaleziony, odtworzony i formalnie dołączony do akt.

Czas płynie.

Nie chodzi nawet o sam znak czy opłatę. Chodzi o poczucie, że każda kolejna korespondencja zamiast przybliżać do końca sprawy, generuje nowe formalności. Każde pismo wymaga odpowiedzi. Każda odpowiedź oznacza kolejne dni oczekiwania.

Administracja działa swoim tempem — i trzeba to uszanować. Ale nie ukrywam, że po ponad miesiącu od złożenia dokumentów pojawia się zmęczenie. Człowiek zaczyna zastanawiać się, czy naprawdę do każdej sprawy potrzeba aż tylu etapów, skoro mówimy o osobie, która od kilkunastu lat posiada pozwolenie radiowe.

Najbardziej paradoksalne jest to, że cały czas nie chodzi o brak kwalifikacji. Chodzi o brak jednego, historycznego dokumentu w domowym segregatorze.

Czekam więc dalej.

Sprawa jest w toku. Archiwum zostało uruchomione. Dokument ma zostać odnaleziony i na jego podstawie wydane zaświadczenie. Kiedy to nastąpi — znak zapewne również zostanie przyznany.

Do tego czasu pozostaje cierpliwość.

I radio, które na szczęście nadal działa.


piątek, 23 stycznia 2026

Najdalsza i najpiękniejsza podróż zaczyna się od bycia razem 🚀

Do naszej walizki trafiają rzeczy, których nie widać:
spokój, zaufanie i radość.

Trzy bilety.



Jedna załoga.

✨Koordynator Codzienności (Daily Ops)
🍳 Strażnik Kuchni (Kitchen Control)
i ten, który zawsze pilnuje, żeby było bezpiecznie 🐾 (Security) - może drugi psiak w kosmosie 😉

W planach:
🌕 spacery księżycowe,
📦 założenie małej skrzynki — takiej, którą znajdą tylko uważni 😉
📡 oraz próby łączności — niekoniecznie z Ziemią

📬 A jeśli wszystko się uda — spodziewajcie się kartki z podróży - pewnie wirtualnej ;)

Kierunek: Wokół Księżyca 🚀

Bo najlepsze i najpiękniejsze misje zawsze zaczynają się od bycia razem. 


sobota, 17 stycznia 2026

🎶❤️ Już tylko tydzień do 34. Finału WOŚP! ❤️🎶

Czas leci szybciej niż dźwięk w eterze, a wielkie serca znów zaczynają bić jednym rytmem.
Jak co roku, gramy razem — dla zdrowia, dla dzieci, dla przyszłości.

My również dołączamy do akcji i uruchomiliśmy naszą skarbonkę WOŚP 💛 (eSkarbonka)


Każda wpłata — mała czy duża — ma realną moc. To nie są „drobne”, to konkretna pomoc, która zmienia czyjeś życie.

👉 Jeśli możesz — dorzuć swoją cegiełkę.
👉 Jeśli nie — udostępnij, przypomnij znajomym, bądź z nami tego dnia.

Bo WOŚP to nie tylko finał.
To wspólnota ludzi, którzy wierzą, że razem możemy więcej.

Gramy do końca świata i jeden dzień dłużej! 🎺🔥


wtorek, 13 stycznia 2026

Piszemy, więc jesteśmy, żyjemy…

Minęło trzynaście dni Nowego Roku — niby niewiele, ale w tym czasie działo się sporo.
Czas więc dać znak, że jesteśmy, że blog żyje, a cisza nie oznacza stagnacji.

Po prostu: robimy swoje.

Od strony blogowej trwają porządki, poprawki i pomysły na kolejne wpisy.
Nie wszystko musi pojawić się od razu — część rzeczy dojrzewa powoli, część testujemy, a część jeszcze czeka na swój moment. Ten blog nigdy nie miał być „taśmą produkcyjną”, tylko miejscem, gdzie publikujemy wtedy, gdy mamy coś sensownego do powiedzenia.

Równolegle radiowo też się dzieje.
Eter nie znosi próżni — są łączności, są nasłuchy, są testy i plany na kolejne aktywności. Nie zawsze wszystko widać na pierwszy rzut oka, ale mikrofon i klucz nie kurzą się na półce.

Ten wpis to tylko krótki sygnał kontrolny:

✍️ piszemy — więc istniejemy
📡 jesteśmy na pasmach
🛠️ pracujemy nad zapleczem

Kolejne wpisy wkrótce.
Spokojnie. Bez pośpiechu. Ale konsekwentnie.


czwartek, 1 stycznia 2026

Między tym, co było, a tym, co prowadzi

Ten moment między jednym a drugim rokiem zawsze jest trochę cichy.
Jakby czas na chwilę zwalniał, pozwalając spojrzeć nie tyle wstecz, co w głąb.

Nie wszystko da się podsumować.
Nie wszystko trzeba zamykać.
Są drogi, które po prostu się przechodzi — czasem z jasnością celu, czasem tylko z zaufaniem, że Ktoś prowadzi dalej, nawet gdy nie widać całej trasy.

Ten rok był drogą.
Nie prostą, nie idealną, ale prawdziwą.
Złożoną z codziennych kroków, cichych decyzji, chwil zmęczenia i tych momentów, w których przychodziło poczucie, że mimo wszystkiego nie idzie się samemu.

Świat bywał niespokojny.
Czas bywał wymagający.
A jednak pośród tego wszystkiego można było odnaleźć sens — nie w kontroli, lecz w zawierzeniu. W przyjęciu dnia takim, jaki jest.

Nowy rok nie zaczyna się od wielkich obietnic.
Zaczyna się od zgody, by iść dalej.
Od gotowości, by pozwolić się prowadzić — nawet wtedy, gdy droga wiedzie przez ciszę i niewiadome.

Z wdzięcznością za to, co zostało dane.
Z nadzieją, która nie domaga się dowodów.
Z ufnością, że każdy kolejny krok ma znaczenie.

KIERUNEKPASJA


📡 Administracyjna przygoda z drugim znakiem…

3 stycznia złożyłem komplet dokumentów w sprawie przyznania dodatkowego znaku wywoławczego. Wydawało się, że to będzie czysta formalność — w...