3 stycznia złożyłem komplet dokumentów w sprawie przyznania dodatkowego znaku wywoławczego. Wydawało się, że to będzie czysta formalność — w końcu mam ważne pozwolenie radiowe, zdany egzamin, wieloletnią historię w eterze. Spodziewałem się raczej kilku tygodni spokojnego oczekiwania na decyzję niż administracyjnego maratonu.
Minęło kilka tygodni.
Najpierw przyszło pismo z prośbą o uzupełnienie danych. Potem kolejne. Następnie informacja o konieczności wniesienia opłaty. Później wezwanie do przedstawienia dokumentu potwierdzającego zdanie egzaminu operatorskiego — mimo że pozwolenia radiowe były już wcześniej wydawane na podstawie tych samych kwalifikacji.
Okazało się, że oryginalny dokument sprzed kilkunastu lat zaginął. Wtedy ruszyła druga ścieżka: wniosek o wydanie zaświadczenia w trybie art. 217 KPA. Telefon do urzędu. Informacja, że dokumentacja jest w archiwum. Czekanie. Prośba do archiwum o sprowadzenie protokołu egzaminacyjnego. Opłata skarbowa. Profil zaufany. Kolejne dni ciszy.
Równolegle sprawa znaku toczy się dalej — ale bez tego jednego dokumentu wszystko jakby stoi w miejscu. Z jednej strony wiem, że egzamin zdałem. Mam dwa wydane pozwolenia radiowe. Nadaję od lat. Z drugiej — procedura wymaga papieru, a papier musi zostać odnaleziony, odtworzony i formalnie dołączony do akt.
Czas płynie.
Nie chodzi nawet o sam znak czy opłatę. Chodzi o poczucie, że każda kolejna korespondencja zamiast przybliżać do końca sprawy, generuje nowe formalności. Każde pismo wymaga odpowiedzi. Każda odpowiedź oznacza kolejne dni oczekiwania.
Administracja działa swoim tempem — i trzeba to uszanować. Ale nie ukrywam, że po ponad miesiącu od złożenia dokumentów pojawia się zmęczenie. Człowiek zaczyna zastanawiać się, czy naprawdę do każdej sprawy potrzeba aż tylu etapów, skoro mówimy o osobie, która od kilkunastu lat posiada pozwolenie radiowe.
Najbardziej paradoksalne jest to, że cały czas nie chodzi o brak kwalifikacji. Chodzi o brak jednego, historycznego dokumentu w domowym segregatorze.
Czekam więc dalej.
Sprawa jest w toku. Archiwum zostało uruchomione. Dokument ma zostać odnaleziony i na jego podstawie wydane zaświadczenie. Kiedy to nastąpi — znak zapewne również zostanie przyznany.
Do tego czasu pozostaje cierpliwość.
I radio, które na szczęście nadal działa.